[ENG] By using this website you are agreeing to our use of cookies. [POL] Korzystając z naszej strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas cookies [NED] Door gebruik te maken van onze diensten, gaat u akkoord met ons gebruik van cookies. OK
Wszystko poszło zgodnie z planem. Tysiące ludzi na ulicach, miliony przed telewizorami, rozluźniona księżniczka – już nie królowa – Beatrycze, poważny król – już nie książę – Wilhelm-Aleksander, jego żona Maxima w przepięknej sukni, tysiące zagranicznych dziennikarzy, setki imprez w Amsterdamie i w całym kraju oraz kończący dzień rejs królewskiej pary po IJ. Historyczny dzień.
Na szczęście żaden z czarnych scenariuszy się nie spełnił. Po niedawnych zamachach w trakcie maratonu w Bostonie, holenderska policja obawiała się, że i wtorkowe (30.04) uroczystości w Amsterdamie mogą przyciągnąć szaleńców. Tym bardziej, że Holandia ma tradycję mordów politycznych: w 2002 roku szaleniec zastrzelił w Hilversum popularnego polityka Pima Fortuyna, w 2004 roku w centrum Amsterdamu muzułmański ekstremista zamordował kontrowersyjnego reżysera Theo van Gogha, prawnuka brata słynnego malarza Vincenta van Gogha.
Beatrycze: misja spełniona
Także doświadczenia z poprzedniego dnia przekazania władzy nie były najlepsze. Kiedy dokładnie 33 lata temu, 30 kwietnia 1980 roku, królowa Juliana przekazała władzę królewską księżniczce Beatrycze, Amsterdam zamienił się w pole bitwy. Młodzi anarchiści rzucali kamieniami w policjantów, wiele osób zostało rannych, setki aresztowano. O jedności i święcie narodowym nie było mowy.
Ale to były inne czasy. Mimo, że i obecnie Holandia pogrążona jest w kryzysie gospodarczym, nie przekłada się to na nieufność wobec monarchii. Wręcz przeciwnie, jeśli jest w Holandii instytucja, która cieszy się zaufaniem zdecydowanej większości obywateli, to jest nią właśnie rodzina królewska. To wielki sukces Beatrycze. Kiedy 33 lata temu przejmowała władzę po matce, zdawała sobie sprawę, że przyszłość monarchii jest niepewna. Okres rządów Juliany pełen był skandali.
Szczególnie jej mąż, książę Bernard, mocno zaszkodził rodzinie królewskiej. Zamieszany w aferę korupcyjną, pełen pychy, zdradzający regularnie żonę Bernard był antyreklamą monarchii. Ale i sama Juliana miała wady. W pewnym momencie rozważano nawet zmuszenie jej do abdykacji, gdyż Juliana całkowicie podporządkowała się podejrzanej szarlatance, głoszącej dziwaczne idee. Nie, nie zamierzam pójść w ślady matki i ojca, myślała Beatrycze, gdy to ona zostawała królową.
Więcej dystansu, unikanie kontrowersji, sprawowanie urzędu jakby to była praca jak każda inna: zawsze być dobrze przygotowanym, spotykać się z ludźmi w kraju i za granicą, uśmiechać się, jednoczyć Holendrów, nie dzielić. Dla wielu Beatrycze wydawała się przez to dosyć zimną, zdystansowaną królową-robotem, ale takie podejście przyniosło owoce. Również Beatrycze miała swe wpadki, również za czasów jej panowania rodzina królewska bywała źródłem skandali, ale po trzech dekadach służby rezultat był pozytywny: Holandia znów pokochała monarchię. A 75-letnia Beatrycze ze spokojnym sercem mogła powiedzieć: dziękuję, odchodzę. Czas przekazać władzę nowej generacji.
Wreszcie emocje
Właśnie dlatego zachowanie Beatrycze w trakcie wtorkowych uroczystości tak bardzo wzruszyło Holendrów. Od chwili gdy kilka minut po godz. 10 rano królowa podpisała akt abdykacji i królem został Wilhelm-Aleksander, Beatrycze była wyraźnie rozluźniona, uśmiechnięta, o wiele mniej skrępowana i „sztywna” niż przez ostatnich 33 lat. Wreszcie znów mogła być zwyczajną osobą (ok, nie tak zwyczajną, bo nadal jest księżniczką), wreszcie mogła poczuć się bardziej babcią i matką niż głową państwa.
Kiedy w kościele Nieuwe Kerk król Wilhelm-Aleksander szykował się do wygłoszenia mowy inauguracyjnej, Beatrycze gawędziła sobie uśmiechnięta z trójką małych księżniczek, dziećmi króla Wilhelma-Aleksandra i jego argentyńskiej żony, Maximy. Również w przypadku najstarszej z nich, dziesięcioletniej Amalii, 30 kwietnia 2013 roku wiele się zmieniło: teraz to ona jest następczynią tronu, przyszłą królową Niderlandów.
Jednak to nie Beatrycze, Amalia czy Maxima były głównymi bohaterami dnia. Wilhelm-Aleksander czekał na ten dzień od lat. O tym, że Beatrycze abdykuje na rzecz syna spekulowano od lat, ale stało się to faktem dopiero teraz. 46-letni Wilhelm-Aleksander zasiadł na tronie już jako dojrzały, dobrze przygotowany król. Przez lata wielu Holendrów zadawało sobie pytanie, czy nadaje się on do tej roli. Wilhelm-Aleksander nigdy nie uchodził za wielkiego intelektualistę, a jego burzliwe studenckie czasy przyniosły mu przydomek „Prins Pils”, książę piwa.
Ale od kiedy związał się z przepiękną Argentynką Maximą, stał się ojcem trójki córeczek i zaczął aktywnie działać w krajowych i międzynarodowych organizacjach, zaufanie do przyszłego króla zaczęło rosnąć. Parze nie udało się uniknąć skandali – na przykład ich plan budowy drogiej willi w Mozambiku został storpedowany przez media i parlament – ale szybko im tę wpadkę wybaczono.
No to świętujemy!
30 kwietnia 2013 roku miał być zatem dniem wielkiego święta. I tak było. Pod wieloma względami dzień ten nie różnił się od zwykłego Koninginnedag, dnia królowej. Na ulicach handlowano czym tylko się dało (tzw. Vrijmarkt), piwo lało się strumieniami, ubrani na pomarańczowo Holendrzy wypełnili place i ulice miast, miasteczek i wiosek, a kanały pełne były łodzi z tańczącymi i śpiewającymi ludźmi.
Amsterdam, gdzie odbyły się główne uroczystości tego dnia, również odetchnął z ulgą. Do miasta przybyło co prawda ok. 700,000 ludzi (czyli na dzień liczba osób w mieście się podwoiła), ale to standard. Również w ubiegłych latach, w trakcie zwykłego Koninginnedag, do miasta przybywało tylu odwiedzających.
Tym razem wielu z nich udało się na plac Dam, gdyż to tutaj znajduje się Pałac Królewski i kościół Nieuwe Kerk. Rano w pałacu królewskim doszło do oficjalnego przekazania władzy. Pod dokumentem abdykacyjnym podpisała się odchodząca królowa Beatrycze, przejmujący władzę Wilhelm-Aleksander oraz jego żona. W kilka minut później na balkonie pałacu król Wilhelm-Aleksander, królowa Maxima, księżniczka Beatrycze i trzy malutkie księżniczki „A” – Amalia, Alexia i Ariane – pomachali do zgromadzonych tłumów.
Następnie w kościele Nieuwe Kerk nowy król wygłosił pierwsze przemówienie, złożył przysięgę wierności oraz wysłuchał przysięg składanych mu przez parlamentarzystów. W kościele nie brakowało znanych osobistości: od byłego szefa ONZ Kofi Annana przez szefa Komisji Europejskiej Barroso i nieoficjalnego prezydenta Unii Europejskiej Van Rompuy’a po księcia Alberta z Monako czy księcia Karola z Wielkiej Brytanii.
Zabawa na wodzie
Kiedy uroczystości w kościele dobiegały końca, Amsterdam pogrążony był już w zabawie. Największa impreza muzyczna miała miejsce przy placu Museumplein, gdzie bawiło się kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Zwieńczeniem publicznych uroczystości był wieczorny rejs nowej pary królewskiej z rodziną po dzielącym Amsterdam na dwie części jeziorze (dawniej zatoce) IJ. Przedtem król wysłuchał napisanej specjalnie dla niego i odśpiewanej w całej Holandii „piosenki dla króla” (którą jeszcze kilka dni wcześniej mocno krytykowano – ale tego dnia krytyka odeszła na plan boczny).
W trakcie rejsu doszło do jednego z nielicznych zaskakujących momentów dnia. Łódź z królem podpłynęła nagle do wielkiego podium, na którym grał słynny holenderski didżej Armin van Buuren. Kiedy rodzina królewska znalazła się na podium zgromadzony tłum zaczął wiwatować. Komentatorzy od razu zaczęli interpretować gest nowego króla: Wilhelm-Aleksander chciał podkreślić, że jako król nowej generacji jest bardziej spontaniczny i mniej przywiązany do protokołu niż jego matka.
Oficjalne uroczystości zakończyły się w sali koncertowej Muziekgebouw aan ‘t IJ. Tutaj też zabrał głos premier Mark Rutte, który jeszcze raz podziękował byłej królowej Beatrycze, nowej parze królewskiej oraz wszystkim, którzy przyczynili się do sprawnej organizacji uroczystości.
W tym burmistrzowi Amsterdamu Van der Laanowi, który wówczas mógł już odetchnąć z ulgą: Amsterdam stanął na wysokości zadania i z organizacyjnego punktu widzenia dzień był bardziej niż udany. Co prawda doszło do kilku incydentów – na przykład zbyt gorliwi policjanci zatrzymali na moment kilku demonstrantów protestujących na placu Waterlooplein przeciwko monarchii (szybko ich jednak przeproszono i wypuszczono na wolność) – ale ogólnie rzecz biorąc żaden z czarnych scenariuszy się nie sprawdził.
Holandia ma nowego króla. Ostatnie święto królowej Koninginnedag przebiegło sprawnie. Tysiące zagranicznych dziennikarzy i turystów wróci z Holandii z dobrymi wspomnieniami. Monarchia wśród Holendrów pewnie znów zyska na popularności. Beatrycze z dumą może spojrzeć na minionych 33 lat. A król Wilhelm-Aleksander sprawnie rozpoczął swój okres panowania.
W przyszłym roku 30 kwietnia nie będzie już świętem. Król Wilhelm-Aleksander urodził się 27 kwietnia 1967 roku i to właśnie 27 kwietnia będzie od przyszłego roku nowym świętem narodowym: dniem króla, Koningsdag.
Łukasz Koterba, Niedziela.NL
< Poprzednia | Następna > |
---|
Najnowsze Ogłoszenia Wyróżnione
Kat. Tłumacze
więcej na ogłoszenia.niedziela.nl
Kat. Transport - busy
więcej na ogłoszenia.niedziela.nl
Komentarze
A Ty,zastanawiales się nad sobą?
Polskie minimum krajowe ledwo starcza na miskę ryżu,ale jak pracujesz za minimum w Holandii,mieszkasz w domkach na miejscu pracy, to pewnie kupisz miskę ryżu, ale i dom w Polsce pobudujesz. ;)
...zebyś mógł sobie miske rużu kupić sam...