Reklama

Rok w holenderskiej gospodarce: wreszcie koniec kryzysu! Ale są też „ale”

Archiwum '15

fot. Shutterstock

- Im dalej od domu, tym obraz mniej pozytywny – powiedział o holenderskiej i światowej sytuacji gospodarczej szef niderlandzkiego banku centralnego. Słowa Klaasa Knota sprzed kilku miesięcy dobrze podsumowują 2015 rok w holenderskiej gospodarce: podniosła się ona wreszcie z wieloletniego marazmu, ale powodów do huraoptymizmu, choćby ze względu na bardzo niepewną sytuację na świecie, nie ma.  
O dobrych makroekonomicznych danych informowaliśmy w 2015 roku na tych łamach wielokrotnie. Po wielu latach recesji lub marazmu, spowodowanych światowym kryzysem gospodarczym trwającym w mniejszym lub większym stopniu od 2008 r., holenderska gospodarka wreszcie podniosła się z kolan. Część ekspertów ogłosiła nawet w Holandii w 2015 r. „oficjalny koniec kryzysu” (TUTAJ).


Jest lepiej. Ale czy już dobrze?


Wyższy niż w poprzednich latach wzrost gospodarczy, rosnący eksport (m.in. dzięki osłabieniu euro wobec dolara), wzrost konsumpcji i inwestycji krajowych, większy ruch na rynku nieruchomości, niziutka inflacja i spadający deficyt budżetowy (mimo spadku wpływów z wydobycia gazu, ograniczanego na północy Holandii ze względu na trzęsienia ziemi) – wiele wskaźników makroekonomicznych prezentowało się w tym roku całkiem dobrze, a prognozy na kolejne lata są często nawet lepsze.

- Zmierzamy w dobrym kierunku, z czego powinniśmy się cieszyć. – chwalił się Henk Kamp, holenderski minister gospodarki, cytowany przez dziennik „AD”. Centralne Biuro Planowania dodawało zaś, że wzrost PKB w 2016 r. prognozowany jest na 2,1 %, czyli całkiem dużo jak na „po-kryzysową Europę”. (więcej: TUTAJ).   

Jak to się przekłada na życie zwykłych obywateli? Średnie realne dochody obywateli znów rosną (przynajmniej na papierze...), a ludzie więcej i chętniej wydają, co przekłada się również na poważne wydatki, np. zakup nowego domu lub mieszkania (więcej, np.: TUTAJ). Rosnący z miesiąca na miesiąc ruch na niderlandzkim rynku nieruchomości to według ekspertów właśnie dowód na to, że Holendrzy coraz bardziej optymistycznie patrzą w gospodarczą przyszłość. Także niskie oprocentowanie kredytów hipotecznych zachęca do zakupu nieruchomości (z drugiej strony nisko oprocentowane są również lokaty bankowe, co nie zachęca do oszczędzania).  

Rozkręcająca się gospodarka przełożyła się na większy ruch na holenderskich drogach (i niestety więcej korków: TUTAJ), a susza na południu Europy przyczyniła się do rekordowych zysków właścicieli holenderskich szklarni (TUTAJ). Holandia nadal znajduje się w czołówce najzamożniejszych państw UE (TUTAJ), a rząd np. pracownikom budżetówki obiecał na najbliższe lata 5% podwyżki płac (co części związkowców nie zadowoliło i np. policjanci w minionym roku wielokrotnie protestowali, TUTAJ).  


Niepewny, zmieniający się świat

Mimo wielu pozytywnych gospodarczych informacji nadmierny optymizm nie jest wskazany. Poważnym problemem pozostaje na przykład bezrobocie. Przewidywane tempo jego spadku nie jest imponujące. W 2015 r. bezrobocie w Holandii wynosiło ok. 7% (choć wiele zależy od metody liczenia), w 2016 r. spaść ma do 6,9%, a w 2017 r. do 6,7%. To, jak na Holandię, nadal wysokie wskaźniki, a tempo spadku jest minimalne.

Czynnikiem mogącym zdestabilizować holenderską gospodarkę jest sytuacja zewnętrzna. Holandia eksportem stoi, więc problemy na rynkach światowych szybko przekładają się na ekonomiczne kłopoty w kraju wiatraków. W 2015 r. wydawało się, że dojdzie do olbrzymich turbulencji w strefie euro i Grecja z hukiem ją opuści. Udało się tego uniknąć, a dziś o Grecji mówi się częściej w kontekście uchodźców a nie gospodarki, co jednak nie oznacza końca jej gospodarczych problemów. Sytuacja w strefie euro nadal jest trudna, wiele państw południa Europy wciąż zmaga się z dużymi problemami gospodarczymi, a kolejna eskalacja euro-kryzysu może być bolesna dla niderlandzkiej gospodarki.  

Także kryzys uchodźczy i związane z nim narastające podziały wewnątrz UE (Wschód/Zachód, Północ/Południe), problemy niemieckiego Volkswagena, energetyczna rewolucja wynikająca z założeń nowego pakietu klimatycznego, gospodarcze problemy Chin i narastający chaos w pogrążonych w wojnach, fanatyzmie i terroryzmie niektórych państwach Bliskiego Wschodu wpłynąć mogą negatywnie na bieg gospodarczych wydarzeń w Holandii. Świat jest dziś bardzo niestabilny, a oparta o handel międzynarodowy holenderska gospodarka jest wrażliwa na zewnętrzne kryzysy.  


Holenderskie firmy: wzloty i upadki

Zmieniają się też przyzwyczajenia klientów, co często ma dramatyczne konsekwencje dla niektórych sektorów. Dotyczy to na przykład handlu detalicznego. Rosnąca popularność zakupów online, a także konkurencja ze strony tanich sieci sklepów (np. Action i Primark) oznacza dla wielu tradycyjnych holenderskich marek olbrzymie problemy.

Słynne holenderskie domy towarowe V&D są już na skraju bankructwa (TUTAJ), podobnie jest w przypadku drogerii DA oraz koncernu Macintosh, zarządzającego sklepami z obuwiem Scapino, Dolcis czy Manfield (TUTAJ). Portal nu.nl przypomina, że w minionym roku zbankrutowały też sieci sklepów Miss Etam, Schoenenreus, House of Shoes i Thom Broekman. Tak, Holendrzy wydają obecnie więcej niż kilka lat temu, ale nie wszystkie sieci sklepów na tym korzystają.     

W minionym roku zbankrutował również Imtech, holenderski koncern zajmujący się realizacją techniczną wielkich projektów budowlanych. Do upadku firmy doprowadziły m.in. nieprawidłowości w polskim i niemieckim oddziale koncernu (TUTAJ). Problemy przeżywa KLM, główny holenderski przewoźnik lotniczy, któremu fuzja z Air France sprzed ponad dekady nie wyszła chyba na dobre. Inna dotąd niderlandzka firma związana z lotnictwem, Fokker, zmieniła w 2015 r. właściciela – już nie jest w holenderskich rękach, ale w brytyjskich.     

Najgłośniejszą fuzją roku w Beneluksie było połączenie dwóch supermarketów-gigantów, holenderskiego Albert Heijn (koncern Ahold) oraz belgijskiego Delhaize (TUTAJ). Nowo powstały koncern Ahold Delhaize ma w sumie ok. 6.500 sklepów i roczne obroty na poziomie 55 mld euro, opisuje portal nu.nl.


Po siedmiu latach chudych…

Najgłośniejszym debiutem giełdowym w Holandii było w 2015 r. wejście na giełdę ABN Amro, banku, który w 2008 r. wpadł w takie finansowe tarapaty, że minister finansów zdecydował się na jego kupno, ratując go przed całkiem prawdopodobnym upadkiem.

Wejście ABN Amro ma też znaczenie symboliczne. Kłopoty tego banku sprzed siedmiu lat, zakończone nacjonalizacją w Wigilię 2008 r., były pierwszym aktem kryzysu gospodarczego, w którym Holandia pogrążyła się na długie lata (podobnie jak duża część świata). Zakończone sukcesem wejście ABN Amro na giełdę 20 października 2015 r. symbolicznie zamknęło ten okres. Czy po siedmiu latach chudych czeka nas w Holandii siedem lat tłustych?

Oby, choć tego w dzisiejszym, niepewnym świecie nikt nie jest w stanie przewidzieć. Nastroje, z jakimi ekonomiści zajmujący się holenderską gospodarką wchodzą w 2016 rok, są jednak wyraźnie lepsze niż jeszcze dwa czy trzy lata temu. Powody do optymizmu więc są, a jak będzie naprawdę - czas pokaże. 


31.12.2015 ŁK Niedziela.NL

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież