Ciepłe myśli na holenderską niedzielę: Opowieści kryminalne dla najmłodszych (cz.254)

Ciepłe myśli

Fot. Shutterstock, Inc.

Ciepłe myśli na holenderską niedzielę, czyli cykliczne spotkania przy porannej kawie
Agnieszka Steur


Opowieści kryminalne dla najmłodszych

Stali czytelnicy mojej rubryki „Ciepłe myśli na holenderską niedzielę”, wiedzą, że kocham bajki. Uwielbiam zasiadać przed telewizorem i oglądać to, co nowe lub wracać do tego, co było. Lubię stare klasyki, te naprawdę stare i nieco nowsze, te z czasów, gdy moje dzieci były małe. Z ciekawością poznaję również nowości.

Dlaczego dziś o tym wspominam? Ponieważ ostatnio bardzo się wystraszyłam, gdy zdałam sobie, że z klasycznymi bajkami naprawdę jest coś nie tak. Nauki z nich płynące są jakby nie na czasie. Poza tym są to prawie zawsze opowieści kryminalne. Opowiadają historie przygnębiającej patologii.

Celem bajek jest uczenie dzieci w przyjemny sposób tego, co najważniejsze w życiu. To historie o odwadze, sile i oczywiście miłości, która jest najistotniejsza. No właśnie, jaka to miłość? Czego tak naprawdę uczą klasyczne bajki? A w szczególności, czego one uczą dziewczynki? Może bajki też mają datę ważności i z czasem stają się przeterminowane.

Weźmy dla przykładu Kopciuszka. Klasyk. Bajka opowiada o dziewczynce, która traci oboje rodziców a macocha i przyrodnie siostry znęcają się nad nią fizycznie i psychicznie. To, co dzieje się w ich domu jest przecież patologią w najczystszym wydaniu. Dziewczynce zabiera się nawet łóżko. Śpi skulona na podłodze w kuchni, aby nie marznąć zasypia koło komina. Sypie się na nią popiół i stąd jej imię – kopciuch, kopciuszek. Nawet, gdy wychodzi za mąż za księcia, pozostaje Kopciuszkiem? Dlaczego w naszej świadomości dziewczynka nie ma swojego imienia? Mam jeszcze jedno pytanie - dlaczego wychodzi za mąż za kogoś, kto nie pamięta nawet, jak ona wygląda? Dlaczego wychodzi za niego, nawet go nie znając. Żyli długo i szczęśliwie, jakoś mi się nie klei. Nie potrafię sobie tego wyobrazić.

Królewna Śnieżka, ma jakieś odbicie we współczesnym świecie, gdzie wygląd jest tak bardzo ważny. Znów mamy dziewczynę, którą dwukrotnie próbuje się pozbawić życia. Po pierwszej próbie młodziutka księżniczka ucieka i ukrywa się w lesie. Zostaje gosposią siedmiu krasnali, jednak los nie jest dla niej łaskawy. Dziewczyna zostaje otruta, przypominam, że dzieje się tak tylko z powodu tego, jak wygląda. Budzi ją pocałunek księcia. Pobierają się. Ona, go przecież nie zna. Nie wspomniałam, że ją również życia chciała pozbawić macocha.

Piękna i Bestia - klasyczny przykład syndromu sztokholmskiego. O Roszpunce nawet nie będę wspominać, toż to koszmar. Po raz kolejny dorosła osoba znęca się nad dzieckiem. Również dziś o takich opowieściach słychać w wiadomościach. Czy żyli długo i szczęśliwie jest jeszcze możliwe?

W każdej z tych bajek księżniczki całą siłę woli wkładają w to, aby przetrwać. Obawiam się, że w przeszłości tak właśnie wyglądało życie dzieci a w szczególności dziewczynek. W bajkach od tych znanych bohaterek zależy bardzo niewiele, wszystko za to zależy od księcia. One cierpią do chwili, gdy pojawi się on. Może kiedyś to się sprawdzało, ale współcześnie takie księżniczki już dawno przestały być wzorcem do naśladowania. A czym jest małżeństwo? Wydaje się być ucieczką od beznadziejności a przecież nie o to chodzi. Nie tym ma być związek z drugą osobą.

No dobrze wiem, happy end. O to w tych bajkach chodzi, o tę nadzieję, że jednak w końcu będzie lepiej. Zgadzam się i jestem wdzięczna za nadzieję, chciałabym jednak, aby bajki uczyły siły i samodzielności. Na szczęście takie historie już powstają i to księżniczki ratują siebie, księcia i całe królestwo.


Widzimy się za tydzień... przy porannej kawie.
Agnieszka


21.08.2022 Niedziela.NL // fot. Shutterstock, Inc.

(as)


Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Najnowsze Ogłoszenia Wyróżnione


reklama a
Linki