Reklama

Ciepłe myśli na holenderską niedzielę: Nie rozumiem, co się stało? (cz.180)

Ciepłe myśli

fot. Shutterstock, Inc.

Ciepłe myśli na holenderską niedzielę, czyli cykliczne spotkania przy porannej kawie

Agnieszka Steur

Nie rozumiem, co się stało?

Tak często to słyszę i sama powtarzam, że człowiek jest tak zabiegany, że zapomina usiąść na chwilę i odpocząć. W weekend nadrabia się to, czego nie zdążyło się zrobić w ciągu tygodnia. Mijają dwa „wolne” dni i znów trzeba pracować. Wczoraj zmęczona opadłam na kanapę i po raz nie wiem już który zdałam sobie sprawę, że znów zapominałam o tym, by zadbać o czas dla siebie. Aby choć przez chwilę nic nie robić.

Przecież tak nie może być. Musze odpocząć, choć chwilę. Włączyłam telewizor i pomyślałam, że obejrzę odcinek jakiegoś serialu, który w przeszłości bardzo lubiłam. Coś lekkiego i przyjemnego. Może jakieś morderstwo?

Przez chwilę przeglądałam menu, zastanawiając się, co wybrać. O! 18 sezon znanego mi serialu kryminalnego. Znajomi bohaterowie, niby prawdziwe miejsca, czyli wymyślony świat, na drugim końcu świata.

Dobry na chwilę relaksu.

Puściłam odcinek z najnowszego sezonu. Aktorzy mają kilka lat więcej, ale wszystko takie znajome, niczym wizyta u znajomych po latach nieobecności. Grupa detektywów wchodzi do biura i nagle… Nie wierzę temu, co widzę! Każdy podchodzi do wiszącego na ścianie pojemnika z płynem dezynfekującym. Coś do siebie mówią, śmieją się i odkażają ręce a ja patrzę na telewizor z niedowierzaniem. Ale jak, co to znaczy?

Do świata, który nie istnieje dotarła pandemia? Oni gdzieś tam też muszą uważać na siebie i na bliskich?

Bohaterowie siadają przy swoich biurkach, opowiadają o osobistych sprawach, gdy nagle do pomieszczenia wpada szef i powiadamia o nowym morderstwie. Cała ekipa, jak w wielu odcinkach poprzedzający ten, zrywa się, zabierają torby, odznaki, broń i… no właśnie, wszyscy zakładają maseczki. Na miejscu zbrodni tylko ofiara jest bez maseczki. Ale ja nie wiem, kto zginął, dlaczego i nie mam pojęcia, kim jest morderca.

Obejrzałam cały odcinek, ale patrzyłam na bohaterów, którzy żyją w „nowym normalnie”. Nie potrafię pogodzić się z faktem, że pandemia dotarła wszędzie, nawet do świata, który nie istnieje. Co to znaczy?

Z jednej strony rozumiem, dlaczego twórcy seriali również poruszają ten temat. To przecież bardzo ważne i dotyczy nas wszystkich, ale z drugiej tak bardzo chciałabym, żeby istniały miejsca, gdzie ludzie nie chorują na tę chorobę. Gdzie mogą żyć, tak jak wcześniej. Niech każdy odcinek będzie kolejną nieprawdziwą historią a ja wiem, że aktor grający ofiarę, w końcu zmywa makijaż i wraca do domu. Czasem z braku aktorów ofiara z odcinka w sezonie piątym jest mordercą w sezonie ósmym. Nic nie szkodzi, bo to wszystko nie jest prawdą. Teraz w jednej chwili stało się bardzo realne.

Co chwilę słyszę, że ktoś kogo znam, walczy z koronawirusem. Niektórzy są w szpitalu. Ktoś leży pod respiratorem. Wszystkich łączy jedno, nikt tak naprawdę nie wie jaka będzie przyszłość. Wszystko jest jednym wielkim znakiem zapytania.

Dlatego płyn do dezynfekcji i maseczki w serialu kryminalnym poruszyły mnie tak bardzo? Najpierw pomyślałam, że może właśnie dotarła do mnie realność i waga tej sytuacji. Ale przecież to nie prawda. To stało się już dawno i dzieje się cały czas. Każdego dnia czuję, jak poważna jest sytuacja. Gdy słyszę, że kolejne osoby są chore lub gdy dowiaduję się, że ktoś przegrał walkę z koroną. Gdy dzieci siedzą przed ekranami komputerów, ucząc się i coraz głośniej wyrażają niezadowolenie z faktu, że nie uczęszczają do szkoły. Gdy po raz kolejny zamiast wyskoczyć do sklepu, zamawiam coś przez Internet. Gdy patrzę na zamknięte drzwi biblioteki, muzeum i kina. Wymieniać mogę długo.

No i z mojego odpoczynku nici. Zamiast się relaksować, rozmyślam nad pandemią, która dopadła nawet wyobrażone światy. Następnym razem będę oglądać tylko stare odcinki, tak dla bezpieczeństwa i spokoju.

Widzimy się za tydzień... przy porannej kawie.

Agnieszka



21.03.2021 Niedziela.NL // fot. Shutterstock, Inc.

(as)